Większość inicjatyw AI nie upada przez technologię. Upada, bo organizacje mylą zdolność z produktem — i nikt nie zadaje właściwego pytania.
Instynkt każe gonić za algorytmami AI. Ale dźwignia jest gdzie indziej — i brzmi banalnie.
AI po angielsku daje żywe spory i naturalny tekst. Po polsku — grzeczne protokoły i drewnianą składnię. Okazało się, że to dwa różne problemy.
Inscenizuję dyskusje AI z użyciem dorobku konkretnych myślicieli. Żaden z nich nie wyraził na to zgody. Staranność nie czyni tego automatycznie właściwym — ale znalazłem praktykę, która chroni źródła i tworzy zaproszenie zamiast narzucenia.
Firmy podchodzą do zmiany jak nowicjusz do walki: więcej siły, więcej zasobów, szybciej. Na macie uczę się, dlaczego to nie działa. I widzę to samo w organizacjach.
Najniebezpieczniejsza rada to taka, która brzmi wyczerpująco — ale widzi tylko kawałek. Zanim sformułuję wniosek, buduję spór. Różne perspektywy — ludzkie i maszynowe — muszą się najpierw ze sobą zmierzyć.
Pracowałem z personami AI i widziałem, że działają — wydawało mi się, że rozumiem dlaczego. Post Pawła Szczęsnego o modulatorach psychologicznych dał mi inspirację. Pomyślałem: co jeśli zamiast jednej persony — dam kilku personom się pokłócić?