Niedawno dodałem do tej strony kilka opisów — kim jestem, co robię, z czym mogę pomóc. Mógłbym to zbudować pod algorytmy: ustrukturyzowane dane, metadane, znaczniki, które maszyny potrafią przeczytać.

Napisałem to dla ludzi. Jasno, konkretnie — żeby ktoś, kto tu trafi, wiedział w trzydzieści sekund, czy warto czytać dalej. Czytelność dla maszyn to efekt uboczny.

Ale może jednak trzeba jakoś bardziej pomóc tym LLM-om żeby mnie wypromowały?

Instynkt

Nie powiem, kusi. Systemy AI zaczynają pośredniczyć w tym, jak ludzie znajdują usługi i produkty. Asystenci rekomendują, porównują, wybierają za ciebie. Lejek, który znaliśmy — uwaga, rozważenie, decyzja — składa się w jeden moment: albo cię pokażą, albo nie.

Naturalny odruch mówi, że trzeba gonić. Poznać nowe reguły. Dostosować się, zanim konkurencja się zorientuje.

Sprawdziłem, jak to wygląda w praktyce. Dzisiejsze systemy AI — powiedzmy wprost — wciąż zgadują. Nie mają konkretnych danych o wynikach. Nie potrafią sprawdzić, czy ktoś naprawdę robi to, co deklaruje. Rekomendują na podstawie wzorców w tekstach, które znalazły w internecie oraz w opisach/metadanych z jakich korzysta choćby Google.

Czy warto gonić za czymś, co się jeszcze formuje? Można, tylko po co?

Dźwignia

No to gdzie jest ten jeden ruch, który ma sens niezależnie od tego, w którą stronę potoczy się rozwój zdarzeń?

Doszedłem do czegoś, co brzmi banalnie — a im dłużej się temu przyglądam, tym bardziej wydaje mi się prawdziwe.

To, co będzie działać na systemy AI kiedyś, jest tym samym, co działa na ludzi teraz. Jasność w tym, co robisz. Praca, której nie trzeba tłumaczyć. Dowody, że potrafisz pomóc z problemami, o których mówisz.

Systemy AI dojrzeją. Nauczą się sprawdzać fakty, weryfikować wyniki, rozróżniać oryginalną myśl od marketingu. Kiedy to zrobią — nagrodzą to samo, co ludzie nagradzali zawsze.

Więc dźwignią nie jest dostosowanie się do algorytmów. To jakość pracy. Nie pozycjonowanie i gra pod wyszukiwarki.

Gotowość

Nie gonię obecnych sygnałów. Nie buduję pod systemy, które za rok się zmienią.

Wybieram gotowość. Obserwuję, uczę się, zostawiam opcje otwarte. A energię wkładam w to, co się kumuluje — w pracę, która pokazuje, jak myślę, w relacje z ludźmi, którzy tego myślenia doświadczyli, i w spokojne gromadzenie dowodów.

Opisy na stronie są dla ludzi. To, że maszyny też je przeczytają odbywa się całkiem przy okazji.


Systemy AI na pewno dojrzeją. Kiedy to zrobią, znajdą albo ślady gonitwy za algorytmami i marketingiem, albo oryginalną myśl.

Mam nadzieję, że docenią to drugie.