Prowadzę debaty AI od kilku miesięcy. Sześciu ekspertów przy stole, prowadzący, jasne reguły. Zderzam perspektywy, żeby zobaczyć, czego sam nie widzę. Po angielsku to działa. Ścierają się perspektywy, następuje wymiana argumentów, od czasu do czasu ktoś zmienia zdanie. Widzę spójną, logiczną rozmowę i satysfakcjonujący wynik.
Próbowałem uruchamiać debaty po polsku, na polskich personach, z nadzieją, że odkryję coś jeszcze ciekawszego dzięki lokalnym aspektom kulturowym w naszym zanglicyzowanym świecie. Tekst, który dostałem, nie był zły. Był poprawny. I właśnie ta poprawność mnie zaniepokoiła, bo rozmowa nie brzmiała jak rozmowa. Brzmiała jak protokół z zebrania.
Żeby nie mówić ogólnikami — poniżej fragment rozmowy z debaty o tym, dlaczego organizacje zabijają inicjatywy AI.
Po angielsku:
“That pilot didn’t fail — it was killed. The organization’s immune system kicked in.”
“That’s a comfortable story. Nobody did the product work — that’s why it died.”
Po polsku:
„Pilot nie poniósł porażki w sensie technicznym. Należy raczej stwierdzić, że organizacja go zabiła.”
„Zgadzam się z tą obserwacją. Warto jednakże dodać, że kluczowym czynnikiem było niedostateczne przygotowanie procesów wdrożeniowych – dlatego umarł!”
Angielskie persony się ścierają — atakują, prowokują, używają obrazów. Polskie grzecznie się z sobą zgadzają. Niby debata, a w gruncie rzeczy — protokół, ale za to z dramatycznymi akcentami! Projekt umarł!
Nie tylko debaty
Pomyślałem, że może to specyfika formatu, np. wykorzystanie sześciu głosów, dynamika grupy. Może AI po polsku lepiej radzi sobie z prostszym zadaniem — jednym głosem, jednym tekstem. Nie radzi sobie. Nawet w zwykłym artykule AI po polsku pisze zdania poprawne gramatycznie, ale martwe. „Jednakże sześć miesięcy później” zamiast „Ale pół roku później”. „Organizacja nie zbudowała zdolności do jego utrzymania” zamiast „Nikt nie zadbał, żeby to co najważniejsze przetrwało”. „To jest coś, co naprawdę potrzebujemy zrozumieć” zamiast „Warto zrozumieć, że…”.
I coś, czego nie widać w pojedynczych zdaniach — AI po polsku nie umie żartować. Angielska persona powie „The immune system kicked in” — żywa metafora, którą od razu widzisz. Polak napisze: „Mechanizmy obronne organizacji zostały uruchomione.” Ta sama informacja, ale jedna żyje, a druga nie bardzo.
Dlaczego
Zakładałem, że to problem moich instrukcji. Że nie daję wystarczająco dobrych przykładów stylu. Więc dawałem lepsze — wzorce zdań, korekty, polskie referencje. Poprawiało się, ale nigdy do poziomu, który po angielsku osiągnąłem od pierwszej próby.
Poczytałem, posprawdzałem w Internecie i moje podejrzenia się sprawdziły. AI „myśli” po angielsku. Dane treningowe są w większości anglojęzyczne. Kiedy proszę o tekst po polsku, dostaję polskie słowa ułożone w angielskie zdania. Struktura, rytm, składnia, sposób budowania argumentu są angielskie, polskie są tylko słowa. Nawet jest na to termin – „translationese”, czyli tłumaczenie w sposób dosłowny, kalka językowa.
Każdy tekst AI redaguję — sprawdzam argumenty, szukam luk w logice. Po angielsku pracuję z treścią, ale po polsku… Muszę niestety przebudować język i strukturę wypowiedzi.
Co z tym robię
Moje polskie teksty na tej stronie nie są tłumaczone. Są skomponowane od nowa.
Prowadzę debatę po angielsku — w języku, w którym AI jest najsilniejsze. Sześć perspektyw, prowadzący, reguły. Angielska debata jest żywa, wielogłosowa, zaskakująca. Potem wyciągam z niej to, co istotne — główną myśl, kluczowe obserwacje, punkt, w którym argumenty trafiają na silniejsze kontrargumenty. I używam AI do napisania po polsku od nowa. Nie zdanie po zdaniu. Proszę o tekst, który odpowiada na te same pytania, ale ma polski kształt — inną stylistykę, inną strukturę, inne kluczowe momenty, aby forma nie przysłoniła czytelnikowi treści.
To więcej pracy niż jedno kliknięcie „przetłumacz”. Wyniki są trochę lepsze, ale nadal – czegoś brakuje.
Myśląc po polsku
Moja metoda omija problem — nie rozwiązuje go. Ja dostarczam warstwę, która nadaje polskiemu tekstowi polski kształt, aby polscy odbiorcy czytając moje polskie artykuły nie odczuwali, że tekst jest zwykłą angielską kalką, gdzie styl, język, składnia są dalekie od tego, jak się pisze po polsku.
Ale to jest większy problem. Coraz więcej polskiego tekstu powstaje z udziałem AI i jeśli ten tekst brzmi jak angielski w polskich słowach, to stopniowo tracimy coś, co język ma naturalnie: lekkość, ironię, rytm.
Są ludzie w Polsce, którzy pracują nad tym z drugiej strony. Fundacja SpeakLeash zbudowała Bielika — rodzinę modeli językowych trenowanych na polskich tekstach. Nie tłumaczonych, ale pisanych oryginalnie po polsku. Równolegle konsorcjum PLLuM, z finansowaniem publicznym, buduje model, który ma trafić między innymi do administracji państwowej — z podobną filozofią i podejściem „polskiej czapki” na znane duże modele językowe (którą to koncepcję właśnie odkryłem pisząc ten artykuł).
Mam nadzieję, że dzięki pracy obu zespołów będziemy mogli tak samo sprawnie prowadzić debaty AI po polsku i pisać artykuły, które mają w sobie coś typowego dla naszego języka.
Niestety, to jest coś czego same lepsze instrukcje nie naprawią. Problem leży gdzie indziej — w tym, czego obecnie dominujące systemy AI nie przetworzyły w wystarczającym stopniu: jak Polacy ze sobą rozmawiają, kłócą się i żartują.
Dopóki tego nie ma, nic nie zastąpi Polaka po maturze z uważnością czytającego teksty przed publikacją.