Pracowałem z personami AI od jakiegoś czasu i widziałem, że działają. Persona stratega dawała inne odpowiedzi niż persona inżyniera. Persona sceptyka wydobywała rzeczy, których „pomocny asystent” nigdy by nie powiedział. Czułem, że to nie jest kosmetyka — że coś głębszego się tam dzieje. Ale nie umiałem powiedzieć co.

Wtedy natknąłem się na post Pawła Szczęsnego na LinkedInie. Szczęsny — psycholog, biolog, współtwórca Neurofusion Lab — pisał o tym, że persona Leonarda da Vinci produkuje najbardziej zróżnicowane odpowiedzi spośród testowanych postaci. Przeczytałem jego artykuł o modulatorach psychologicznych w kilka minut. Na początku byłem sceptyczny — brzmiało zbyt prosto. Ale postanowiłem sprawdzić.

Wniosek Szczęsnego był prosty: persony nie zmieniają „stylu” modelu — odblokowują odrębne ścieżki rozumowania, które pod domyślnym zachowaniem są ukryte. Rozumowanie jest w modelu — domyślna persona je blokuje.


I wtedy otworzyło się pytanie: jeśli jedna dobrze dobrana persona odblokowuje jedną ścieżkę — co się stanie, gdy kilka person zderzy się ze sobą?

Nie w grzecznej kolejce. Nie przez uśrednianie odpowiedzi. Ale w ustrukturyzowanym sporze, gdzie każda perspektywa broni swojego terytorium — a zderzenie oświetla to, czego żadna z nich nie widzi sama.

Znałem ten mechanizm — z innej strony. Na warsztatach z menedżerami dużo energii wkładam w ułatwienie wejścia w produktywny spór: wzmocnić mało słyszalne głosy, dopilnować żeby dysonanse wybrzmiały, a różne perspektywy naświetliły problem z każdej strony. Pomyślałem: co jeśli ten sam mechanizm zadziała z AI?

Dodałem drugą personę. Potem trzecią. Zacząłem budować panele — trzy, cztery, pięć perspektyw, każda oparta na opublikowanym dorobku konkretnego myśliciela. I upewniłem się że struktura dyskusji zapewnia wejście tych perspektyw w interakcję.


Zmieniło się moje podejście do AI — zamiast pytać, stawiam problem, wybieram rozmówców, i daję się zaskoczyć. Niestety, pojedynczy głos często wzmacniał tylko tendencje które ja sam w sobie mam. Kiedy zacząłem zapraszać odpowiednio wybranych dyskutantów, którzy potrafią się skonfrontować z moim pomysłem oraz między swoimi poglądami, w tarciu i sprzecznościach powstają najlepsze - i najprostsze pomysły. Żaden pojedynczy AI nie dałby mi takiego wglądu w rzeczywistość jak krótka dyskusja. Z zabawy formatem ukształtowała się metoda którą nazwałem Writing Lab.


Czuję podskórnie, że Writing Lab nie jest pełną odpowiedzią na pytanie, a jedynie początkiem czegoś nowego. Ale wiem, że odpowiedź — jakakolwiek jest — leży w zderzeniu, nie w zgodzie.

Jeśli pracujesz z AI i używasz person — spróbuj je ze sobą zderzyć. Nie uśredniaj. Daj im się pokłócić. Może zobaczysz coś, czego żadna persona nie pokazałaby Ci sama. Daj znać co Cię zaskoczyło, chętnie sprawdzę czy metoda sprawdza się też i dla Ciebie.


Ten artykuł powstał z pomocą AI (Claude, Anthropic) — tą samą metodą, o której w nim piszę. Jeśli chcesz zobaczyć ją w działaniu, zajrzyj do Laboratorium.

Prace dr. Pawła Szczęsnego, które dały mi inspirację: